bycie z kimkolwiek nie jest lepsze od bycia samotnym by być szczęśliwym z kimś, najpierw bądź szczęśliwy z samym sobą
Blog > Komentarze do wpisu
Allemagne!
-672

Jak było? Zdecydowanie za krótko :)
Tak jak pisałem ostatnio, to nie był ot, taki sobie wyjazd. Dwa tygodnie spędzone w cywilizowanych miejscach przekonały mnie do tego, że "tutaj" nie jest moje miejsce.
Ale po kolei...

1. Architektura. Otoczenie.

Kilka lat temu usłyszałem, że rządy państw w zachodniej europie pod specjalną troskę wzięły otoczenie, w którym żyją ludzie. Architektura miejsca zamieszkania oficjalnie stała się czymś na co należy zwracać dużą uwagę. Wydaje mi się, że na Zachodzie ludzie dbali o swoje otoczenie już znacznie wcześniej. Zwiedziałem różne miasta, małe i duże, te bardziej i mniej uprzemysłowione. Ale jedno dziwiło mnie zawsze: nawet tam, gdzie wyrastały wielkie osiedlowe blokowiska, trudno było mówić o tym, że to "blokowiska" właśnie. Budynki mieszkalne są bardzo różne. Kilka, kilkanaście budynków jednego rodzaju, potem nieco inny projekt. Baaaardzo dużo zieleni (większość czasu spędziłem w jednym z najbardiej uprzemysłowionych regionów Niemiec). Czasami miałem dziwne wrażenie, że to miejscowości wypoczynkowe, a nie miasta, w których ulokowały się potężne fabryki, a kilka / kilkanaście lat wcześniej działało jeszcze wiele kopalń.
Dla kogoś kto przyjeżdża z Polski szokiem musi być np. taki Dusseldorf. Miasto przemysłowe, które jest miejscami tak urokliwe, że trudno nie czynić porównań do pewnych polskich miast-perełek. A nikt w Niemczech nie próbuje mówić, że Dusseldorf to miasto turystyczne.
Detale - wyobraź sobie mur przy autostradzie, który ma za zadanie ograniczyć hałas. Co widzisz? Szaro-bure betonowe płyty? Coś co wygląda jak blacha falista i jedynie jest pomalowane na jakiś nieco żywszy od szarości kolor? A gdyby tak, na jasnym, kremowym murze umieścić wyrzeźbione i pomalowane na niebiesko fale? I do tego nieco wyżej, co jakiś czas umieścić pomarańczowe słońce?
Zabudowa miast sprawia wrażenie znacznie bardziej przemyślanej. Nowoczesne budynki ładnie komponują się ze starszymi. Trudno zauważyć takie kwiatki, jak wieżowce wyrastające wśród znacznie niższej zabudowy. I wcale nie piszę tutaj o miastach typowo turystycznych, tylko zwykłych miastach przemysłowych.
Materiały z których buduje się budynki są znacznie lepszej jakości. Klatki schodowe w blokach są po prostu ładne...

2. "Dom"* i inne zabytki.

Nie jestem typem człowieka, którego jakoś specjalnie interesują zabytki. Owszem, lubię zwiedzieć jakieś niesamowite miejsca, lubię czasami wpaść do muzeum, ale znacznie bardziej interesuje mnie to, jak w danym państwie żyją zwykli ludzie. Lubię poczuć tempo życia tam, gdzie akurat jestem.
Wracając do zabytków - mam dziwną słabość do kościołów. Szczególnie do takich starszych, tych, przy projektowaniu, których głównym celem nie było zrobienie czegoś, co ma w pierwszej kolejności szokować (tak, tak, wiem, nie znam się na nowoczesnej architekturze ;> )
Jedną z najwspanialszych rzeczy jakie w życiu widziałem była Katedra w Kolonii (*Dom in Koln - tak to się właśnie nazywa w języku naszych sąsiadów). Niesamowita sprawa. Ciężko oddać słowami to jak człowiek się czuje, gdy wchodzi do tego kościoła. Wcale nie łatwiej jest napisać jakie wrażenie robi Katedra, gdy stoi się na schodach, które prowadzą do wejścia. Katedra jest duża - nie, to jest złe słowo - jest wielka, ogromna... Żeby złapać w kadr całą bryłę kościoła musiałem odejść od niego na dobre kilkadziesiąt metrów...
Główna wieża katedry ma wysokość ok. 160 metrów. Warto było się wspinać w ten gorący piątkowy ranek. Pomimo tego, że schodki na górę są okropnie kręte i ciaśniutkie, pomimo tego, że czasami jest tak wąsko, że problemem jest gdy trzeba minąć kogoś, kto idzie akurat w przeciwną stronę. Widok z wieży jest niesamowity. Panorama na miasto - przepiękna. Bardzo żałuję, że nie miałem możliwości zrobienia zdjęć katedry w nocy - widziałem na pocztówkach jak pieknie jest oświetlona. Jeszcze bardziej żałuję tego, że nie pojawiłem się w Koeln w czasie "Licht Nacht" (Nocy Świateł) - wtedy podobno wszystko wygląda jeszcze piękniej niż zawsze...
Katedra jest tak ogromna, że aż samo ciśnie się na usta pytanie o to, jak to możliwe, że kiedyś, bez nowoczesnych maszyn udało się zbudować takiego olbrzyma. Sama budowa trwała odpowiednio długo do rangi budowli - "ledwie" 632 lata! (z przerwami).
I tak sobie potem myślem, czym podobnym, w sensie wielkości moglibyśmy pochwalić się w Polsce? Zamek w Malborku? Stoi teraz w Polsce - to fakt, ale budowali go panowie z czarnymi krzyżami na płaszczach...
Kościół Mariacki? Pan, który rzeźbił ołtarz - największą chybaatrakcją tego kościoła - posługiwał się polszczyzną tak samo dobrze jak Kopernik...
Dobrze, że chociaż mamy najwspanialszy na świecie Rynek ;>

3. Gumowa kolej.

Dużo podróżowałem pociągami. Coś mi ciągle nie pasowało. Nie mogłem tylko dojść do tego co to jest. I nagle trach! Obserwuję nadjeżdżający pociąg. Jest coraz bliżej i bliżej... wjeżdża na peron. Zatrzymuje się... Jak to tak? Bez hałasu? Bez okropnego pisku hamujących, żelaznych kół? Wsiadam do pociągu. Jadę. Hm... dlaczego nie słychać tego charakterystycznego stukotu? Gumowe szyny? Gumowe koła?
Już nawet nie zdziwiło mnie to, że wszystkie pociągi oprócz podmiejskich są klimatyzowane... że w żadnym pociągu nie trzęsie i jest cichutko tak bardzo, że można praktycznie mówić do siebie szeptem...

4. Ladies.

Nie wiem dlaczego, ale nigdy podczas pobytu na zachodzie nie przyglądałem się specjalnie kobietom. Potem, gdy ktoś mówił, że "Niemki wyglądają jak czternastotonowe potwory" nie bardzo mogłem sobie skojarzyć, czy rzeczywiście tak jest czy nie. Tym razem, postanowiłem sobie, że zobaczę dokładnie jak to jest.
Panie wyglądają tak jak w Polsce. Nie zauważyłem by więcej kobiet było otyłych. Norma. Ktoś jest szczuplejszy, ktoś inny nieco bardziej "przy kości". Na temat damskiej mody ciężko mi się wypowiadać, ale nie przeżyłem jakiegoś specjalnego szoku w związku ze stylem ubierania się pań, więc chyba podobnie jak tutaj...

5. Porsche.

Wystarczy pojechać na Koenigs Allee w Dusseldorfie, by w kwadrans móc zobaczyć więcej Porsche niż w ciągu 8 miesięcy w Warszawie. Do tego kabriolety Jaguara z lat '70, długie limuzyny a nawet Rolls-Royce.
Ale czemu się dziwić, skoro wystawy sklepowe zapraszają takimi magicznymi słowami jak Prada, D&G, Armani... marki o których słyszał chyba każdy. Cen nie ma nawet sensu umieszczać na wystawach, a królującye wszędzie indziej napisy "Sale" i "Reduziert" byłyby tam zdecydowanie nie na miejscu.
Ale i tak się zawiodłem. Pamiętam, że gdy spacerowałem tą uliczką jakieś 14 lat wcześniej - na jednym parkingu, obok siebie udało mi się zobaczyć Ferrari (sztuk dwie) i Lamborghini. Stały obok siebie. Żółte, czarne i czerwone. Auta, które działają na wyobraźnie chyba każdego faceta. Nie za murem, nie za kratami, nie za szybą. Na parkingu, na który każdy mógł sobie wejść - a jedynie dyskretny pan w garniturku stojący nieopodal studził zapał by spróbować choć na moment wsiąść do tego cudu.
Ale wracając do Porsche... Mylne wrażenie, mógłby odnieść ktoś, kto myśli, że aby zobaczyć Porsche, trzeba od razu jechać na Koenigs Allee, czy inne tego typu miejsce. Prawdę mówiąc, wystarczy się nieco pokręcić by zawsze zobaczyć jakieś auto z charakterystycznym żółtym znaczkiem. Oczywiście, łatwiej zobaczyć to dzieło sztuki na kołach w dzielnicach gdzie żyją bogatsi ludzie, ale mam wrażenie, że to auto nie jest u Zachodnich sąsiadów czymś tak niesamowitym jak tutaj.
Często gdzie tylko się nie odwróciłem, widziałem charakterystyczną sylwetkę 911, boxtera, Cayenne... Widziałem nawet zabytkowe Porsche serii 3xx, kilka modeli z przełomu lat '70 i '80...
Ludzie, którzy mieli nieszczęście ;> towarzyszyć mi w jakichś wyprawach po krótkim czasie sugerowali wizytę u psychiatry... Eh... trudno polemizować z laikami ;)

6. Wzornictwo przemysłowe.

Kolejny detal. Wsiadasz do pociągu w pocmurny dzień. Taszczysz ze sobą parasol. Ale co zrobić z nim w czasie jazdy? Trzymać między nogami? Postawić obok? Gdzie? A może specjalne uchwyty na parasole z boku siedzeń? Podobnych rozwiązań są dziesiątki. Ktoś - co mnie osobiście dziwi - przemyślał sobie nawet takie szczegóły. Muszę zacząć szukać tego typu drobiazgów w Polsce. Tylko... "tam" nie musiałem specjalnie ich szukać, jakoś same wchodziły wpadały w oko. Ale to przecież niemożliwe, żeby nie przemyśleć takich drobiazgów, prawda?

7. Menschen.

Zazwyczaj ludzie, którzy odwiedzają Polskę mówią o tym, że spotkali bardzo sympatycznych ludzi. Nie wątpię. Zastanawiam się jedynie co tak niesamowitego jest w tym, że ktoś jest miły. Czy to rzeczywiście tak wielkie odstępstwo od tego co powszechnie się spotyka? Czy turyści przyjeżdżają z krajów, w których ludzie są notorycznie naburmuszeni i niemili, a uśmiechają się tylko wtedy gdy muszą? Ja mam wrażenie, że gdy samemu jest się miłym (tak jak jeden chłopiec z Polski, który m.in. zaproponował starszej pani na przystanku by sobie usiadła) to i ludzie naokoło są jacyś dziwnie uprzejmi. Ja spotkałem się z samą życzliwością. Nie mogę sobie przypomnieć pojedynczej chociaż sytuacji, w której ktoś był dla mnie niemiły. Począwszy od miłych rozmów, poprzez pomoc w momencie, gdy stałem przed planem miasta po doradzanie w kwestii koloru i rozmariu ubrania (nie ekspedientka, tylko znowu starsza pani :)

Nie przyuważyłem jednej rzeczy, o której dowiedziałem się nieco później. W Niemczech nie ma zwyczaju by młodzież ustępowała starszym ludziom miejsca. Nie jest to powszechne. Czasem się zdarza, że ktoś tak postępuje, ale jest to raczej wyjątek od reguły niż reguła. I dlatego właśnie ta pani, której ustąpiłem miejsca, tak się do mnie uśmiechała ;)

I zdziwiło mnie jeszcze to jak wiele może sobie człowiek przypomnieć jeśli chodzi o język, w ciągu zaledwie kilku dni. Sam się z siebie uśmiałem, gdy obudziłem się pewnego dnia i zdałem sobie sprawę, że we śnie ludzie mówili po niemiecku :)

8. Dymek.

Zapomniałbym napisać o jeszcze jednej rzeczy: modzie na niepalenie. O tej modzie nasłuchałem się w Polsce wiele. Moje obserwacje mówią jednak coś zupełnie innego. Na Zachodzie nie tylko nie ma takowej mody, co jest moda na palenie właśnie! Bardzo, bardzo dużo młodych ludzi pali. Większość młodych ludzi, których poznałem paliła. Czasami obserwowałem śmieszne sytuacje: np. w amatorskich drużynach, po pierwszej połowie dość duża część zawodników odpoczywała rozmawiając przy papierosku...

9. Auf Wiedersehen Polen?

W Niemczech czuję się świetnie. Przed spakowaniem walizki już dzisiaj powstrzymuje mnie chyba tylko niezbyt dobra znajomość języka (co w najbliższym czasie zacznie się zmieniać). Nie wiem, czy chciałbym tam wyjechać na stałe, ale bardzo chciałbym pomieszkać tam choć trochę.
Na tyle długo, by móc poczuć jak to jest mieszkać w Niemczech.

Pewnie zapomniałem napisać tutaj o wielu rzeczach, ale najważniejsze jest to, że strasznie ciężko mi się przyzwyczaić do tego, że teraz jestem i żyję "tutaj" a nie "tam".

P.S. Po Niemiecku moje imię to Matthias. Teoretycznie jest to Mateusz, ale skoro do XVI wieku Maciek i Mateusz nie były rozróżniane jako dwa osobne imiona...
poniedziałek, 07 sierpnia 2006, renton.boy
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do notki:
Komentarze
2006/08/07 08:29:12
Pięknie i ciekawie opisałeś różnice. Chyba jeszcze nic takiego nie czytałam. Poruszyłeś interesujece sprawy, bo świetnie zauważasz.
Szkoda mi tylko, że kolejny młody człowiek chce opuścić Polskę. Rozumiem jednak. W naszym kraju praktycznie nic nie robi się dla ludzi. Nic, żeby było milej, wygodniej i piekniej. Cóż, może mi być szkoda ale dziwić się nie mogę.
Powodzenia ;)
-
2006/08/07 08:54:10
ja do niemcow mam jakis historyczny wstret, ale chec wyjazdu stad doskonale rozumiem
-
Gość: aloiWja, leic-cache-2.server.ntli.net
2006/08/07 14:45:17
witaj spowrotem:)))
widać urlop Ci się nieziemsko udał:)
co do DE swego czasu spędziłam tam miesiąc w Wuppertalu co prawda pracowity miesiąc ale widzieć też coś widziałam i wtedy też myślałam sobie że fajnie byłoby tam mieszkać...i tak samo nie spotkałam ani jednej osoby która byłaby dla mnie niemiła, co u nas jest rzadkością!
tyko ten język mają koszmarny....a raczej gramatykę, wszystkie derdiedasy mnie zawsze przerażały,
miłego powrotu do rzeczywistości:)
-
2006/08/09 20:46:49
mam wrażenie, że założyłeś sobie: wszędzie byle nie tu. Jakbyś szansy już nie dawał Polsce i zdecydował, a realizacja to kwestia czasu. nie wyboru, bo to nieważne, ważne jest to, że tu nie zostaniesz.
-
2006/08/10 07:16:43
Brida:
trochę mnie uwiera ta myśl o wyjeździe. bo co innego mówić sobie o rzeczach, które nas denerwują, a co innego zdać sobie sprawę, że za x-miesięcy będzie się mieszkać zupełnie gdzie indziej, gdzie część rzeczy (z początku pewnie całkiem spora) będzie niezrozumiała...

Lakonia:
historyczny wstręt? no co Ty... do jakich niemców? do tych dziewięćdziesięciolatków? czy do naszych rówieśników?

aloiWja:
ja byłem również w Wuppertalu - jechałem tą słynną Schwebebahn ;> a język nie jest wcale taki straszny. bardzo podobny do angielskiego. a rodzajniki - faktycznie to jest pewien problem, ale dla chcącego ;>
powrót do rzeczywistości jest koszmarny. czuję się tak jakby mi ktoś zdjął różowe okulary i jakbym teraz zaczął zauważać na nowo wszystkie absurdy.

Changeable:
wiesz, masz rację w tym co piszesz: ja już Polsce szansy nie daję. nie stać mnie na to (czasowo). tylko, że nie "wszędzie byle nie tu" ale raczej "jedno z kilku konkretnych miejsc zamiast tu". no i faktycznie, realizacja to kwestia czasu. codziennie bliżej. i to jest wybór, wybór nad którym myślałem kilka miesięcy.
-
2006/09/22 01:35:14
Skorzystalem z twojego swietnego opisu Koenigssalle i uzylem cytatu do kilku niezbyt moze oddajacych urok tego miejsca fotek. Pozdrawiam DRSHAMAN Wglad-
www.drshaman.blogspot.com
-
2006/09/23 22:31:43
:) cieszę się bardzo, że na coś Ci się opis przydał. fotki fajne, a i blog mnie zainteresował :)
pozdrowienia!